Odkrywa historie kobiet z regionu. Opowiedziała, dlaczego ich losy owiane są milczeniem

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Odkrywa historie kobiet z regionu. Opowiedziała, dlaczego ich losy owiane są milczeniem - Zdjęcie główne
Autor: archiwum Agnieszki Słupianek-Winkowskiej | Opis: Agnieszka Słupianek-Winkowska to regionalistka i pasjonatka historii. W swojej pracy badawczej skupia się na losach kobiet z terenu powiatu pleszewskiego.
Zobacz
galerię
5
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości- Odtwarzanie historii kobiet polega na pracy ze „skrawkami”. Często jedyne informacje o paniach można uzyskać od ich rodzin. Dlatego ważne są badania terenowe. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy badane osoby nie miały bliskich - opowiada Agnieszka Słupianek-Winkowska, wielkopolska regionalistka i pasjonatka historii.
reklama

Agnieszka Słupianek-Winkowska to autorka wielu artykułów i książek (m.in. „Dzieje miejscowości Brzezie w świetle źródeł” oraz „Kajew, Cieśle, Wszołów - szlakiem dziejów”). W swojej pracy badawczej skupia się na losach kobiet z terenu powiatu pleszewskiego, w którym mieszka. Na Facebooku prowadzi profil Krawczyni historii. Za jego pośrednictwem przypomina sylwetki kobiet w przeszłości aktywnie działających w jej regionie.

reklama

O historii mówiło się w domu

Jej zamiłowanie do historii zaczęło się jeszcze w dzieciństwie. 

O historii od zawsze mówiło się w moim domu i to rodzicie rozbudzili we mnie tę miłość - tata do historii Polski, a mama regionu. Historia w szkole była moim konikiem. Muszę podkreślić, że trafiałam na wszystkich etapach edukacji na świetne nauczycielki tego przedmiotu. Idąc do liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu wybrałam profil humanistyczny z rozszerzoną historią. Kiedy pisałam maturę, wiedziałam, że będę chciała dostać się na historię - opowiada Agnieszka Słupianek-Winkowska. 

Samym regionalizmem zainteresowała się na studiach. 

Pracę licencjacką pisałam na temat starożytności, którą bardzo lubiłam. Mój temat dotyczył mitów, Demeter i Kory oraz obrzędów im poświęconych. Gdy opowiadałam o nim ówczesnemu proboszczowi parafii w Brzeziu, księdzu Markowi Kulawinkowi, zapytał czemu właściwie zajmuję się starożytnością, a nie dziejami swojej miejscowości. Wtrącił, że o samym kościele jest wiele materiałów – w miejscowej plebanii, ale też w archiwum w Gnieźnie. Sam był pasjonatem historii i to on zaszczepił we mnie tę myśl, która wykiełkowała - żeby zająć się spisaniem losów swojej małej „ojczyzny”. Historia Brzezia, od której się zaczęło, stała się tematem mojej pracy magisterskiej - wspomina regionalistka. 

reklama

Mogą znajdować się na strychu i w piwnicy

Praca magisterska stała się ostatecznie jej pierwszą książką. Pozyskiwanie materiałów polegało głównie na badaniach terenowych i wywiadach. 

Badacz może mieć obawę, czy mieszkańcy będą chcieli podzielić się informacjami, swoimi wspomnieniami, a przede wszystkim pozostałościami po przodkach, które mają w swoich zbiorach rodzinnych. Nie we wszystkich domach oczywiście znajdziemy taki pakiet, jak szkatułka czy pudełeczko ze zdjęciami, ale wiele skarbów może kryć się też na strychu czy w piwnicy. Mogą być to na przykład fotografie, które do tej pory nie były dostępne, a teraz mają szansę przysłużyć się badaniu i ujrzeć światło dzienne - wyjaśnia Słupianek-Winkowska. 

Ona sama nie miała problemu ze zbieraniem informacji w  swojej miejscowości. Z Brzezia przeprowadziła się do Kajewa - wioski, która stała się jej kolejnym miejscem badań. W trakcie pracy nad drugą książką nie zabrakło zaskoczeń.

reklama

Zaczynając badania, dowiedziałam się, że w miejscowości był kościół. Obecnie nie ma po nim żadnych śladów materialnych. A jednak przetrwał on w świadomości mieszkańców. Praktycznie w każdym domu wiedziano, że istniał, chociaż według dokumentów przechowywanych w archiwum diecezjalnym we Włocławku, nie ma go co najmniej od 1600 roku. Informacja o nim była pielęgnowana w przekazach ustnych. Fascynujące było dla mnie to, że mogłam opisać coś, co nie zostało do tej pory opisane. Nie zachowały się żadne ryciny, plany, rzuty, mapy - tłumaczy badaczka. 

Jak mówi - czasami zaczyna pracę od obaw, że nie będzie miało się co napisać w książce, a kończy na kilkuset stronach zapisków i podaniach z wielu źródeł.

Ważnym momentem (w pracy nad książką o Kajewie, Cieślach i Wszołowie - dop. red.) było nawiązanie kontaktu z potomkinią rodu Sokolnickich, panią Heleną Łopińską, która udostępniła mi materiał rodzinny. Opowiedziała też, co się działo z przedstawicielami rodu w trakcie wojny i po wojnie. Równie istotny był dla mnie kontakt z panem Evertem von Renteln, którego przodkowie administrowali Wszołowem w czasie II wojny światowej. On sam próbował rozmawiać z miejscowymi i poznać historię swojej rodziny. Otrzymałam od niego m.in. listę z imionami, nazwiskami i datami urodzenia pracowników we Wszołowie z 1942 i 1944 roku. Dzięki tym informacjom mogłam spojrzeć na historię tej wioski z innej strony - wspomina.

reklama

Czym jest herstoria?

Kilka lat temu Agnieszka Słupianek-Winkowska zaczęła skupiać się na szczególnej działalności dziedziny, którą się zajmuje - historii kobiet. Za tym poszły kolejne działania, które nazywa się herstorią.

Herstoria to odkrywanie historii naszych przodkiń i ich upamiętnianie. Żyjemy w czasach, kiedy losy kobiet wydobywa się z mroków dziejów. Niegdyś o nich nie pisano, ja sama przez pięć lat moich studiów o kobietach uczyłam się bardzo mało - wyjaśnia Wielkopolanka. 

Nie jest jedyną herstoryczką w powiecie pleszewskim. Działa wraz ze swoimi koleżankami w lokalnym Klubie Kobiet Ławka nr 4, który co roku przybliża inną sylwetkę pani mającej w przeszłości znaczenie dla regionu. 

O ile badania naukowe może prowadzić tylko historyczka, mająca ku temu warsztat, o tyle herstorią może zajmować się każdy. Ukazuje się teraz mnóstwo publikacji na temat kobiet, których autorkami są nie tylko naukowczynie, bo również na przykład dziennikarki. Kolejnym aspektem składającym się na herstorię jest upamiętnianie, wszelkie narracje muzealne. To wszystko ma na celu zmianę mentalności, próbę przywrócenia świadomości o kobietach społeczeństwu - wskazuje Agnieszka Słupianek-Winkowska. 

Działają dla dziewczynek

Jak wyjaśnia - herstoria ma również na celu inspirować młode dziewczyny do działania i udowadniać, że nie muszą rezygnować z wchodzenia na wymarzone ścieżki życiowe.

Pokazujemy, że przed nami były kobiety, które przecierały szlaki, pokonywały wiele barier i trudności. Jak chociażby księżna Anna Pleszewska, właścicielka Pleszewa, kobieta sprawcza i przedsiębiorcza. W tym roku dużo mówimy o pochodzącej z Kowalewa Dorze Mukułowskiej, reprezentantce pierwszego pokolenia wykształconych malarek - co prawda za granicą, bo Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie do 1917 roku była szczelnie zamknięta przed kobietami. Dora działała w poznańskim oddziale Związku Artystów Malarzy i Rzeźbiarzy Polskich, a jej prace pokazywano na całym świecie. Była również zaangażowana w Powstanie Wielkopolskie. Razem z Izabelą Drwęcką i Wandą Ossowicką współtworzyła „Ognisko dla Żołnierzy Polskich” w Poznaniu, odpowiadała za pocztę polową i szpitalnictwo PCK. Wcześniej nauczała w tajnej szkole polskiej, która się mieściła przy kościele Matki Boskiej Bolesnej na poznańskim Łazarzu - wylicza nasza rozmówczyni.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem

fot. odsłonięcie muralu Dory Mukułowskiej w Pleszewie; FB/ Klub Kobiet Ławka nr 4

Kobiety pozostawiły po sobie mniej śladów

Jak wskazuje - z badawczego punktu widzenia, praca nad historiami pań jest bardzo trudna. 

Kobiety pozostawiły po sobie znacznie mniej materialnych śladów niż mężczyźni. Jeśli zachowały się wspomnienia, co zawsze bardzo mnie cieszy, są one zazwyczaj krótkie - często to zaledwie kilka stron, a nie obszerne relacje. Mimo to nawet takie fragmenty są niezwykle cenne. Przykładem może być pleszewianka Maria Radomska z domu Bociańska, która pozostawiła wspomnienia zarówno ze strajku szkolnego, jak i z Powstania Wielkopolskiego. Dzięki nim możemy spojrzeć na te wydarzenia z perspektywy kobiety - uczestniczki historii, a nie jedynie jej obserwatorki - opowiada Słupianek-Winkowska.

Badanie historii kobiet polega więc na pracy ze „skrawkami”.

Nierzadko muszę przejrzeć całe sterty materiałów archiwalnych, aby znaleźć jedno zdanie, z pojedynczych fragmentów próbuję stworzyć syntezę i zrekonstruować możliwie pełny obraz przeszłości. To właśnie stanowi największe wyzwanie w tej pracy. I dlatego tak ważne są badania terenowe. Często jedyne informacje o tych kobietach można uzyskać od ich rodzin. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy badane osoby nie miały bliskich - co zdarzało się często wśród kobiet aktywnych społecznie czy politycznie, które nierzadko pozostawały pannami. W takich okolicznościach nie było nikogo, kto zadbałby o ich spuściznę - zauważa regionalistka.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem

Fot. Agnieszka Słupianek-Winkowska z pisarką Martą Dzido w Pleszewie

Krawczyni historii

Agnieszka Słupianek-Winkowska to zarówno historyczka i herstoryczka. Znalazła unikalną nazwę dla swojej roli - krawczyni historii. Jak tłumaczy - ze skrawków różnych materiałów zszywa dzieje ojczyzn. 

Czy określa się jako feministka? W naszej rozmowie przyznaje, że to pojęcie, które cały czas budzi spore kontrowersje.

Z własnej perspektywy dziś już mam odwagę, by powiedzieć, że jestem feministką. Nie oznacza to jednak, że przeprowadzę tu wojnę i stoczę nieskończoną liczbę bitew w zemście za całe zło, które kobiety spotkało. Kto mnie zna, ten wie, że nie ma we mnie agresji. Jest za to cały pakiet cierpliwości i radości życia. Jest pewien rodzaj buntu za niesprawiedliwość dziejową, której mam dużą świadomość, a z tego buntu - ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu - narodziła się chęć zmiany, przede wszystkim zmiany mentalności. To skomplikowany proces emancypacji, który cały czas przechodzę. Dlatego też bardzo lubię określenie „emancypantka”. Działam w obszarze historii, której przecież nie zmienię - nie mam takiej mocy - ale mogę ją uzupełnić - wypełnić luki, białe plamy, które przez lata pozostawały niezauważone - i skorygować - wyjaśnia Agnieszka Słupianek-Winkowska.

Ambitny cel

Obecnie jest w trakcie pisania pracy doktorskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, pod kierunkiem profesora Michała Jarneckiego. 

To proces długotrwały, ale bardzo ważny. Praca dotyczy kobiet aktywnych na ziemi pleszewskiej w latach 1900–1939. Równolegle kontynuuję i planuję intensyfikację badań terenowych. W przyszłym roku chciałabym skupić się na Gołuchowie i okolicach Przekupowa. Będzie to jedna z ostatnich publikacji uzupełniających mozaikę badań dotyczących gminy Gołuchów - zapowiada badaczka.

Można się z nią kontaktować za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Cały wywiad z Agnieszką Słupianek-Winkowską przeczytasz klikając TUTAJ (LINK).

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo