Za ten nietypowy efekt na niebie odpowiada rój Eta Akwarydów - jeden z najbardziej wyjątkowych rojów meteorów w roku.
Każda ze "spadających gwiazd", które tej nocy zobaczycie, to drobinka pozostawiona przez najsłynniejszą kometę w dziejach - Kometę Halleya. Tę samą, która powraca w nasze okolice raz na 76 lat i która po raz ostatni odwiedziła nas w 1986 roku (a wróci dopiero w 2061!). Każdy Eta Akwaryda to więc mała pamiątka po tej legendarnej komecie - wyjaśnia Karol Wójcicki, autor profilu „Z głową w gwiazdach”.
Pędzą 65 km/s i zostawiają jasne smugi
Meteory z tego roju wpadają w ziemską atmosferę z oszałamiającą prędkością 65 km/s. Tak duża szybkość sprawia, że drobiny materii pozostawione przez kometę Halleya nie tylko spalają się gwałtownie, ale często zostawiają po sobie jasne, długo utrzymujące się smugi.
Meteory, które lecą... do góry
Najciekawsze w nadchodzącym zjawisku jest to, że meteory mogą nie spadać tak, jak zwykle. Zamiast lecieć w dół, mogą sprawiać wrażenie, jakby wystrzeliwały zza horyzontu prosto w górę.
Największej liczby „spadających gwiazd” należy spodziewać się tuż przed świtem. To właśnie wtedy radiant roju, czyli punkt, z którego wybiegają meteory, wychyli się zza wschodniego horyzontu, fundując nam najlepsze widowisko.
Szczyt aktywności roju przewidywany jest rankiem 6 maja, około godziny 5:51.
Ucieknij z miasta i uzbrój się w cierpliwość. Tak upolujesz Eta Akwarydy
Osoby, które chcą zobaczyć ten niezwykły spektakl, powinny udać się za miasto, w miejsca pozbawione miejskiego oświetlenia. Wtedy mamy gwarancję, że widowisko, które przygotuje nam niebo, będzie widoczne w pełnej krasie. Wybrane miejsce powinno również umożliwiać swobodną obserwację wschodniego horyzontu, gdyż to tam dziać się będzie najwięcej.
Warto również uzbroić się w cierpliwość, ponieważ - jak podkreśla Karol Wójcicki - nawet w trakcie maksimum trzeba chwilę poczekać na swoją „spadającą gwiazdę”.
Każdy Eta Akwaryd, który upolujecie, to taki okruch historii, który przemierzył Układ Słoneczny przez setki, a może i tysiące lat, zanim w końcu spalił się w naszej atmosferze. Trochę jak naturalne fajerwerki przygotowywane dla nas przez Kometę Halleya - podkreśla Karol Wójcicki.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.