Proces księdza Jarosława G. przed Wydziałem Karnym Sądu Rejonowego w Jarocinie rozpoczął się w połowie listopada. Na dzisiaj, 19 stycznia, zaplanowano kolejne posiedzenie.
Sprawę prowadzi sędzia SR w Jarocinie Tomasz Janiec. Rodzice księdza Roberta Olejnika, w procesie występują jako pokrzywdzeni, sąd przyznał im też status oskarżycieli posiłkowych. Mają swojego pełnomocnika.
Prokurator: "Dezawuował, dyskredytował, poniżał, wyśmiewał, wykluczał"
Na pierwszej rozprawie prokurator Jakub Łuczak z Prokuratury Rejonowej w Jarocinie odczytał dość krótki akt oskarżenia. Dotyczy on okresu od początku 2021 roku, aż do dnia tragicznej śmierci księdza Roberta Olejnika.
"Pełniący funkcję proboszcza parafii Świętego Stanisława Biskupa w Żerkowie w miejscu wspólnego zamieszkania (...), jak również w innych miejscach posługi kapłańskiej, znęcał się psychicznie nad podległym mu i pozostającym w stałym stosunku zależności od niego wikarym, księdzem Robertem Olejnikiem w ten sposób, że publicznie upokarzał go, dezawuował, dyskredytował, poniżał, wyśmiewał, wykluczał z czynności liturgicznych, w następstwie czego Robert Olejnik w dniu 1 czerwca 2024 roku w Żerkowie (...) skutecznie targnął się na własne życie, oddając strzał w głowę z broni czarnoprochowej i tym samym wypełnił znamiona czynu z artykułu 207 paragraf I i III Kodeksu Karnego" - odczytał prok. Jakub Łuczak.
Oskarżony: "Nie było między nami żadnego konfliktu"
Oskarżony Jarosław G, nie przyznaje się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Sąd standardowo w takiej sytuacji odczytał wcześniejsze zeznania oskarżonego.
“Ksiądz wikary nie miał żadnych zakazów, wręcz przeciwnie. Przez prawie trzy lata jeździł do do kaplicy na filię, to było w środy i w piątki oraz wszystkie niedziele. A zasada jest, że jeździ się na zmianę. Nie było żadnych sprzeciwów, on chciał i jechał. Ksiądz wikary przez trzy lata wcale się nie uskarżał, ani biskupowi, ani mnie. (...) W maju zeszłego roku, gdy była wizytacja biskupa wikary prawie trzy godziny rozmawiał z biskupem, by mógł jeszcze zostać na parafii i pisać pracę doktorską. Ja wyraziłem na nią zgodę u biskupa Bryla, bo proboszcz musi wyrazić na takie coś zgodę - zeznawał oskarżony. - Mieliśmy normalne relacje. Nie było między nami żadnego konfliktu. W Sylwestra ksiądz był sam w domu i chyba za dużo wypił i nie mógł skończyć mszy. Został przeze mnie odsunięty, wziąłem jego czynności. Po mszy rozmowa, nie na zasadzie krzyku, tylko na zasadzie "księże wikariuszu, co się stało". Odpowiedział, że jest Sylwester".
Oskarżony, odpowiadając na zarzut odsuwania od wikariusza od obowiązków, wyjaśniał, że trudno oczekiwać, by rekolekcje prowadził ksiądz jednocześnie uczący katechezy w szkole, dlatego zaproszono rekolekcjonistę z zewnątrz. Odnosząc się natomiast do procesji Bożego Ciała, twierdził, że wikariusz "sam odsunął się od modlitwy przy ołtarzach, to była jego decyzja".
Były proboszcz zeznał też, że parafianie mieli skarżyć się na wikariusza, że "zbyt głośno prowadzi msze święte". Mówił też o pasji duchownego do broni i o tym, że uwielbiał jeździć na motocyklu. Krótko przed tragicznymi wydarzeniami księdza miała zatrzymać policja. Nie wyjaśniono jednak, czy wikariuszowi - taka pojawiła się sugestia - odebrano prawo jazdy.
"Wiedziałem, że on jest w posiadaniu broni. Chwalił się nią, długo oczekiwał na pozwolenie. Zadałem mu pytanie, gdzie będzie strzelał, bo na strzelnicy bractwa kurkowego w takiej broni nie strzelają" - zeznawał oskarżony. - "Nie wiem, dlaczego ksiądz wikary w korespondencji z kimś na nazywał mnie szatanem".
Duszpasterz kilka razy w zeznaniach podkreślał, że - w jego ocenie - stosunki na plebanii były prawidłowe, a obaj księża jeździli wspólnie na przyjęcia i uroczystości. Śledczym opowiedział również o tym, co działo się we wspólnocie po śmierci wikarego i powodach przeniesienia do Kobylina.
"Biskup powiedział, że będzie mi tu ciężko. Powiedział, że przydzieli mi wikarego, ale nie było chętnych. Jest dużo pracy na parafii w Żerkowie".
Oskarżony podtrzymał swoje wcześniejsze zeznania niemal w całości. Jeszcze raz odmówił odpowiadania na pytania sądu i stron postępowania.
Sąd przesłucha 32 świadków
Sąd ma do przesłuchania w tej sprawie 32 świadków - zarówno oskarżenia, jak i obrony.
- W naszej ocenie akt oskarżenia jest poparty wiarygodnymi, rzetelnymi dowodami, ale to oceni sąd po przeprowadzeniu rozprawy w sposób bezpośredni - powiedział prokurator Jakub Łuczak w rozmowie z mediami w listopadzie.
Przyznał, że jednym z ważnych dowodów jest opinia biegłej psycholog.
- To jest jeden z elementów dowodowych, które zebraliśmy w tej sprawie, sąd oceni czy był zachowany warunek sine qua non targnięcia się na życie w związku z zachowaniami księdza - podkreślił śledczy. - Rodzina pragnie sprawiedliwości, a nie zemsty - dodał.
Do tragedii doszło w Dzień Dziecka
Wydarzenia, których wynikiem jest akt okarżenia, miały miejsce w czerwcu ubiegłego roku, dokładnie w Dzień Dziecka, który przypadał w sobotę. Mieszkańcy przyszli na poranną mszę, którą miał poprowadzić ks. Robert Olejnik. Duchowny się nie pojawił. Szybko okazało się, że nie żyje. Z ustaleń śledczych wynika, że popełnił samobójstwo.Cztery miesiące później biskup zdecydował o przeniesieniu proboszcza parafii Jarosława G. do Kobylina. Jak wówczas pisaliśmy w portalu - do zmiany duszpasterza mogły się przyczynić listy wysyłane przez parafian do biskupa.
W ostatnim, pod którym zbierane były podpisy, poprosili oni ordynariusza diecezji kaliskiej o to, aby przyszedł do nich kapłan, który "będzie budował jedność, ponieważ obecny proboszcz nie jest w stanie tego zapewnić". Do podziałów wśród wiernych doszło po tragicznej śmierci wikariusza żerkowskiej parafii - księdza Roberta. Wiele osób uważało, że do podjęcia przez niego desperackiego kroku miał się przyczynić ciągłą krytyką właśnie proboszcz.
Według wiernych, proboszcz miał psychicznie znęcać się nad księdzem Robertem. Zauważyli, że odsuwał go od obowiązków, miał taże szydzić z wyglądu.
Były proboszcz usłyszał zarzuty
Po trwającym ponad rok śledztwie, prokuratura przedstawiła zarzuty byłemu proboszczowi parafii św. Stanisława Biskupa Męczennika w Żerkowie w sprawie śmierci 31-letniego ks. Roberta Olejnika. Prokuratura zarzuciłą duchownemu psychiczne znęcanie się nad wikarym, które - zdaniem biegłych - miało przyczynić się do jego decyzji o targnięciu się na życie.Prokuratura oparła się na zeznaniach świadków - przede wszystkim parafian, ale także byłych wikariuszy - analizie korespondencji zmarłego księdza oraz na opinii biegłej psycholożki.
Były proboszcz nie przyznaje się do winy. Jego obrońcą oskarżonego jest znany i ceniony w Jarocinie adwokat Przemysław Gulcz. Jakie jest stanowisko obrony w sprawie oskarżonego proboszcza?
"Oskarżony nie przyznaje się do winy, albowiem uważa, że w kontekście zarzutów skonkretyzowanych w akcie oskarżenia - po prostu winny nie jest. Z kolei rzeczą obrony będzie wskazanie Sądowi, że materiał dowodowy oraz uzasadnienie aktu oskarżenia uwypuklają, przy okazji wyolbrzymiając ich znaczenie, jedynie fakty / jak to fakty - rzeczywiście zaistniałe /, niekorzystne dla oskarżonego, a także osądy innych osób dlań negatywne, pomijając milczeniem te niepasujące do przyjętej - wydaje się a priori - tezy o jego zawinieniu oraz zawierają niedociągnięcia, które obrona postara się wskazać i naprawić w toku procesu - napisał adw. Przemysław Gulcz.
Dodał też, że jego klient, do czasu zakończenia postępowania, nie będzie udzielał się medialnie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.