Polacy zalegają ZUS miliardy złotych
Jak podaje ZUS, zaległości na koniec minionego roku wyniosły prawie 22,5 miliarda złotych. To o prawie 7% więcej niż rok wcześniej. Najmniejsze zadłużenie wynosiło jeden grosz, co zdaniem specjalistów jest efektem pomyłki księgowej. Jednak największy dłużnik zalega 818 milionów złotych.
- W warunkach relatywnie dobrej sytuacji na rynku pracy oraz wzrostu nominalnych wynagrodzeń dane nie wskazują ani na narastanie problemów płynnościowych firm, ani na wyraźną poprawę dyscypliny płatniczej – komentuje prof. Paweł Wojciechowski, prezes Instytutu Finansów Publicznych, były minister finansów i były główny ekonomista ZUS.
Nie sama liczba jest największym problemem
Zdaniem specjalistów, większe znaczenie niż liczba dłużników, ma czas trwania zadłużenia poszczególnych firm. Oznaczać może bowiem, że część przedsiębiorstw nie zmaga się z przejściowymi problemami finansowymi, ale traci zdolność opłacania składek, co w konsekwencji może prowadzić do upadłości.
- Dynamika nie jest jeszcze dramatyczna z perspektywy funkcjonowania ZUS-u, który dysponuje dość dużą skarbonką, jaką jest Skarb Państwa. Na pewno wcześniej czy później się do niego zwróci o to, aby go dofinansował. Natomiast ten wzrost pokazuje, że podmioty, które w przeszłości miały już kłopoty, nie potrafią sobie z nimi poradzić. Obecna sytuacja gospodarcza nie jest najgorsza, ale dla nich to nie wystarcza. Może się więc okazać, że to, co robią, nie trafia w potrzeby rynkowe. To przekłada się na wynik finansowy, który nie pozwala spłacić zobowiązań wobec ZUS-u – wyjaśnia dr Bartłomiej J. Gabryś z Katedry Przedsiębiorczości na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach.
Niewielu zalega wiele
Wielomilionowe zadłużenia dotyczą dużych firm zatrudniających setki lub tysiące pracowników, gdzie niezapłacone składki szybko kumulują się do ogromnych kwot.
- Bardzo wysokie zaległości koncentrują się w największych podmiotach, zwłaszcza w branżach kapitałochłonnych lub podlegających procesom restrukturyzacyjnym. Przykładem może być przemysł górniczy, gdzie zadłużenie może narastać przez wiele lat. Wynika to zarówno z cykliczności gospodarki, jak i ograniczeń egzekucyjnych wobec firm objętych postępowaniami naprawczymi. W praktyce pokazuje to, że sytuacja finansowa relatywnie niewielkiej grupy największych płatników ma istotny wpływ na statystyki zadłużenia w systemie składkowym – analizuje prof. Wojciechowski.
Średnia nie oddaje istoty problemu
Jak podaje ZUS, średnie zadłużenie na koniec 2025 roku wynosiło 36 tys. zł i było o dwa tysiące złotych wyższe niż rok wcześniej. Na poprawę wskaźników z pewnością nie wpłynął wzrost składek, które przedsiębiorcy muszą odprowadzać do "ubezpieczalni".
- Ten wzrost rdr. jest w dużej mierze efektem podniesienia nominalnych podstaw składek, powiązanego z inflacją i rosnącymi wynagrodzeniami. Jednocześnie średnia jest silnie wrażliwa na największe zaległości, dlatego nie oddaje sytuacji większości płatników. Z perspektywy makro dane sugerują raczej koncentrację zadłużenia w wybranych sektorach i wśród największych pracodawców niż systemowy wzrost problemów płatniczych całej gospodarki – wyjaśnia prezes Instytutu Finansów Publicznych.
W ubiegłym roku blisko 92 tysiące płatników złożyło wnioski o rozłożenie zaległości na raty. ponad 51 tysięcy z nich zakończyło się podpisaniem z ZUS stosownych porozumień.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.